Blog

Tak to się we mnie zaczęło…

Autobus numer 23. Jadę przez Banowe Wzgórze. Na dworze 43 stopnie Celsjusza, a wewnątrz, wydaje mi się, że dwa razy więcej. Jako za-chwilę-matka siedzę na miło mi ustąpionym miejscu i próbuję oddychać. Użalam się nad swym smutnym losem, zepsutym samochodem, zmianami klimatycznymi, naszym geograficznym położeniem, pragnąc przy tym tylko jednego – powietrza. Chcę krzyczeć, ale nie wypada.

Wokół mnie gęsto od ludzi wciskających się jeden na drugiego, wiszących na poręczach. Oni też by krzyczeli, na co wskazują ich powykrzywiane i przepocone twarze. Jednak milczą, co mają począć. Tylko od czasu do czasu ktoś na kogoś nadepnie, zawadzi plecakiem o czyjś nos albo ruszy gwałtownie by się przebić w kierunku wyjścia rozpychając przy tym wszystkich przed sobą. I wtedy, jak z zaciętego karabinu, zaczyna się opluwanie, przeklinanie, kibicowanie, stawanie na palcach, śmianie się, przewracanie oczami, łypanie, cmokanie, bluźnienie, komentowanie pod nosem. Zdaje się, że tak u nas musi być – tak jest zawsze, nawet gdy nie jest gorąco.

W jednym momencie wyłączam się, film mi się urywa. Zaczyna się nowy. Tak z niczego. Widzę siebie jako niemowlę na miękkiej, ciepłej, miłej matczynej piersi. Jest wygodnie, przytulnie, bezpiecznie, jak w raju… Chciwie ssę, by czegoś nie uronić. Odczuwam całą błogość tego świata. Kropla mleka powoli tworzy się na styku dolnej wargi i sutka. Staje się za duża i odrywa się. Rusza powoli po brodzie, bardzo wolno… Całą swoją istotą czuję jak spływa. Przesuwa się na szyję… Emituje coś czego jeszcze nie odczuwałam. Przynajmniej tego sobie nie przypominam. Przenika  przez każdy nerw… Unosi mnie… Daje mi siłę, która porusza góry.

Jakie tam piekło! Ten świat jest piękny! Kocham to słońce! Kocham tych ludzi! Mam ochotę podskoczyć, by ich wycałować, takich zmęczonych. By im przekazać część tej radości, by ich powachlować i komuś ustąpić moje miejsce! By przedostać się do szofera – mistrzu dodaj gazu! Dokąd – nie ważne. Po co – nie wiem. Nic nie wiem tylko czuję

Zdarzyło się to przed wieloma laty. Trwało pomiędzy dwoma przystankami, a miałam poczucie wieczności.

Kolejny raz przytrafiło mi się to, kiedy wymieniałam bezpiecznik… wtedy, kiedy czyściłam muszlę klozetową…

Czy jest możliwe że to przejdzie w stan?